Home Creations by Magda Z

Miało być tak, a będzie inaczej

MINT_1_fin_A_mini_WM

Znów zniknęłam. Przerwy na blogu coraz dłuższe, wiem. Ale co Ci będę mówić – jestem na zakręcie. Nie lubię się żalić, ale muszę przyznać – no nie idzie. I to nie idzie od prawie pół roku. Każdy dzień, to kolejne złe wieści. Nie o wszystkim mogę albo chcę mówić, ale przewinęły się u nas w ostatnim czasie szpitale, ostre zawirowania w pracy, problemy finansowe i mieszkaniowe. Cały pakiet.

Przykład? Firma spedycyjna, z którą współpracowałam od lat, zgubiła mi towar o wartości 18 tys. zł. Dostarczyli 4 ogromne kartony, w których zamiast mebli były zielone wory pocztowe. Od miesiąca próbuję wyegzekwować zwrot towaru albo pieniędzy – póki co bez skutku. Spedytor umywa ręce, towar się nie znalazł, w Mincie brakuje mebli a ja muszę zgromadzić środki na zamówienie nowych i zwrot pieniędzy Klientom, bo niektóre meble były sprowadzane pod zamówienie. Poważnie rozważam wizytę na policji – tylko nie mam na to czasu ;)

I dalej… Ostatni news z wczoraj – chyba będę musiała zrezygnować z butiku na Ursynowie, i to nie dlatego, że źle idzie czy jest nierentowny – nic z tych rzeczy. Wczoraj dowiedziałam się, że w poniedziałek zaczyna się remont elewacji na Makolągwy. Będzie… bordowa! W połączeni z żółcią o natężeniu jajecznicy. Dla mnie to wizerunkowe samobójstwo. Rzecz nie do zaakceptowania. Nasz miętowy szyld na bordowej ścianie. Odlot ;) Do tego, co pogarsza całą sprawę – przed wejściem są grube filary widoczne z wnętrza sklepu. Również będą bordowe.

:::

No dobrze, ale to pikuś w porównaniu do problemów, które naprawdę nas ostatnimi czasy przytłaczają. Jeden z nich, kluczowy – musimy sprzedać nasz słynny, niedokończony apartament. 160 metrów z moich snów poszło pod młotek i od miesiąca szuka nowego nabywcy. Z końcem zeszłego roku skończyłam nowy projekt kuchni, w lutym mieliśmy zlecać jej wykonanie – ale wszystko się wywróciło. Nie będzie kuchni, a pieniądze, które były odłożone na wykończenie mieszkania będą musiały posłużyć za wkład własny dla nowego lokum – ale o tym dopiero opowiem.

W każdym razie cóż pozostało – pożegnać się z tamtym mieszkaniem i pożegnać się z projektem kuchni – RIP.

MINT_2_fin_A_mini_WM

MINT_3_fin_A_mini_WM

MINT_4_fin_A_mini_WM

MINT_1_fin_A_mini_WM

To miała być kuchnia marzeń… ale cóż, nie będzie ;(

:::

Aby nie kończyć tak smutno, abyście nie musieli mnie żałować i pocieszać, zakończę optymistycznym akcentem. Bo ja jestem ogromną optymistką i nawet w tak beznadziejnych i ciągnących się w nieskończoność okolicznościach przyrody – potrafię wykrzesać z siebie iskrę nadziei i pozytywnych emocji. I tutaj też znalazłam pewne pozytywy…

Nowe mieszkanie wprawdzie będzie o połowę mniejsze, ale za to:

  • jest w dzielnicy, a nawet na ulicy, gdzie od zawsze chciałam zamieszkać. To był nasz pierwszy typ, gdy szukaliśmy mieszkania te 7-8 lat temu;
  • ma 100 m2 ogrodu <3
  • rata kredytu będzie stanowić jedynie 1/5 poprzedniej (tak, będzie o 80% niższa, dobrze słyszysz i nie pytaj ile wynosiła poprzednia ;))
  • mieszkanie jest całkowicie wykończone (ładnie, bardzo ładnie)  i można w nim zamieszkać od ręki.

Pozostaje trzymać kciuki, by cała operacja zakończyła się powodzeniem. Bo oczywiście to różnie może być – już nic mnie nie zdziwi. Mieszkanie ktoś może zgarnąć nam sprzed nosa, a stare może w ogóle nie chcieć się sprzedać. Wrodzony optymizm nie pozwala mi tak myśleć, ale doświadczenia ostatnich 6 miesięcy każą mi liczyć się z każdym najgorszym scenariuszem ;)

:::

Tym trochę zbyt osobistym jak na moje standardy wpisem, chciałam Wam przypomnieć, że w życiu bywa naprawdę różnie. Są chwile szczęścia i beztroski, ale niestety sielanka nie trwa wiecznie. Mi zawsze wszystko raczej łatwo przychodziło i osiągałam bez trudu zamierzone cele – przyszedł jednak czas, gdy nic nie idzie zgodnie z planem a życie rzuca kłody pod nogi w coraz mniejszych odstępach czasowych. Ale nic to – tak łatwo się nie poddam. Trzymajcie kciuki :*

mz2_thumb.jpg

 

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz


MINT GREY | W Nowej Odsłonie

DSC02994a

Życie bywa przewrotne. W ostatnim urodzinowym poście z maja podsumowywałam 3 lata swojej blogowej działalności i wspomniałam o krótkich, nieplanowanych przerwach, o tym jak ich nie lubię. Pisząc to nie przypuszczałam, że na kolejny post będziecie musieli czekać aż 5 miesięcy. Ale nie dało się inaczej, uwierzcie. Za to ile rzeczy mam Wam teraz do zaprezentowania! Zaczynam od tej najważniejszej.

Z dumą przedstawiam Wam moje najnowsze dzieło – nową odsłonę butiku MINT GREY przy Kopernika w Warszawie. Trzy dni temu odbyła się jego premiera połączona z wernisażem Ivy Białopiotrowicz. Artystka specjalnie dla nas stworzyła kolekcję obrazów “Touch of Gold”. Jej prace do tej pory można było kupić jedynie przez galerię SAATCHI ART, a teraz po raz pierwszy są dostępne w Polsce, tylko u nas!

Wernisaż w takim miejscu do dość innowacyjny pomysł, nietypowy. Wielu spodziewało się jedynie paru obrazów nad komodą czy konsolą… zaskoczeni byli, że udało nam się stworzyć w tej komercyjnej przestrzeni klimat galerii i doskonale wkomponować w nią aż 27 prac. Efekt jest zdumiewający. Zachwycił zarówno miłośników wnętrz jak i znawców sztuki. Mamy być z czego dumne!

A wracając do samego butiku… Większa przestrzeń, nowy standard, jeszcze piękniejsze aranżacje. Ciężko byłoby by to opisać, dlatego pozwólcie, że posłużę się obrazem.

Kolaż 1a

DSC03019c

Kolaż 3a

DSC02995a

DSC02991a

DSC02984b

Kolaż 4a

DSC03051a

DSC03046a

Kolaż 5a

DSC03058a

Kolaż 6a

Kolaż 7a

DSC03091a

Kolaż 8a

DSC03161b

Kolaż 9a

DSC03141a

DSC03116a

:::

Jak każdy prezentujący coś, z czego jest szczególnie dumny, z niecierpliwością czekam na Wasze opinie. Dajcie koniecznie znać, która część sklepu, która aranżacja szczególnie przypadła Wam do gustu <3
Dla mnie stary Mint Grey a nowy, to prawdziwa przepaść. Przekraczając drzwi czuję przypływ endorfin i cieszę się niczym dziecko w Disneylandzie. Zawsze chodziłam z przyjemnością do pracy, ale teraz to stan niemożliwy do opisania, coś na kształt zakochania ;) Moja codzienna mina przypomina tę uchwyconą podczas wernisażu:

_MG_9709c

Na zdjęciu z Ivą Białopiotrowicz (White Shirt Art), autorką kolekcji Touch of Gold

:::

W kolejnych postach będę dalej się chwalić – nowym biurem i projektem kuchni, który poczyniłam w tzw. międzyczasie :p I tak tak, wrócę do tematu marmurów. Ten post jest praktycznie gotowy – nie wiem co mnie powstrzymuje przed jego publikacją – sprawdzę, poprawię i zaprezentuję. Obiecuję :*

 

mz2


WYDARZENIE | 3. Urodziny Bloga

IG FB 1

Minęły 3 lata, dasz wiarę?! Jeśli wspierasz mnie i śledzisz od początku, to uwierz lub nie, ale właśnie taki szmat czasu minął odkąd jesteśmy razem <3 Od 36 miesięcy motywujesz mnie do pisania, a ja dzielnie walczę, by sprostać Twoim oczekiwaniom – z różnym skutkiem niestety ;) Bo nie oszukujmy się, z tym moim pisaniem bywa różnie. Kryzys twórczy dopada mnie regularnie. Choć nawet nie wiem, czy to można nazwać kryzysem twórczym. Ilość pomysłów na posty co najmniej dziesięciokrotnie przewyższa moje moce przerobowe. Najczęściej to właśnie to mnie frustruje i wpływa na spadek formy – przepada jeden świetny temat, drugi, trzeci przestaje być aktualny i trzeba odpuścić… no i kryzys gotowy. Zamykam się w sobie i milknę na miesiąc. Albo dwa ;)
Na szczęście przez te lata miałam też zrywy aktywności, więc bilans summa summarum nie jest tak dramatyczny.

Przez ten czas powstało prawie 100 artykułów mojego autorstwa (dokładnie 97), zostawiliście tu blisko 2 tysiące komentarzy, a blog za chwilę osiągnie pułap 2 MILIONÓW wyświetleń <3
Cieszy mnie też Wasza aktywność na Facebooku i Instagramie – to wszystko bardzo motywuje do dalszego działania i mam nadzieję, że te 3 lata to było tylko preludium, rozgrzewka, a w kolejnych latach uda mi się rozwinąć skrzydła i jeszcze niejednym Cię zaskoczyć <3 Tego sobie i Tobie życzę ;)

:::

Na 3. urodziny dostałam też fantastyczny prezent Prezent z kokardą W majowym numerze InStyle ukazał się wywiad ze mną poświęcony stylowi New York Classic, mojej marce Mint Grey oraz blogowi HomeCreations.pl.

IS_0616_c4_bez_kodu

InStyle Maj 2016 - wywiad

To największy medialny sukces jaki do tej pory przyszło mi świętować, a naprawdę jest z się z czego cieszyć i z czego być dumnym. Wspaniałe uczucie zostać zauważonym i docenionym. Fajnie, że świat zdominowany przez modę zaczyna dostrzegać siłę i potęgę wnętrz, że zaczyna ten temat odbierać jako niemniej ciekawy i wart głośnego mówienia o nim. Wspaniale, że temat wnętrz przestaje być niszowy, branżowy i zaczyna się nim interesować więcej ludzi.

:::

Ten wywiad to dla mnie coś wielkiego. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego prezentu! Ale nie zapominajmy, że to także Twoja zasługa Czerwone serce
Dzięki Tobie tu jestem! Robię to co robię, bo mam dla kogo. Wspierasz, motywujesz, doceniasz… Bez Ciebie nie można by mówić o żadnym sukcesie. Bez Ciebie by mnie tu nie było. Dziękuję Ci za to, dziękuję za te trzy wspaniałe lata, dziękuję za każdy zostawiony pod postem komentarz, za każdą wysłaną wiadomość, dziękuję za to, że Jesteś tu ze mną.

Czerwone serce Czerwone serce Czerwone serce

A jak Ty wspominasz te lata? Opowiedz mi jak tu trafiłaś/eś, od kiedy ze mną jesteś? To będzie dla mnie najlepszy prezent Prezent z kokardą

mz2_thumb1

PS Od dawna chodzi mi po głowie jakiś meeting. Chciałabym się móc spotkać przynajmniej z częścią z Was i bliżej poznać. A teraz jest ku temu świetna okazja :D Co Wy na to? Byliby chętni? Kto chciałby się spotkać i pogadać przy winku w kameralnym gronie o wnętrzach, życiu i blogowaniu? Dajcie znać. Jeśli tak, spróbuję coś zorganizować :)


KUCHNIA MARZEŃ | Marmurowe Blaty – Test Marmurów

2a

Jestem Wam winna wyniki przeprowadzonych przeze mnie testów na marmurach. Chwilkę mi to zajęło, bo okazało się, że sprawy nie da się załatwić w parę godzin – mocno mnie to zaskoczyło ;) No cóż, ja-laik nie przewidziałam, że po nałożeniu impregnatu trzeba odczekać parę godzin, bo zanim ten się dobrze wchłonie i wyschnie, marmur dostaje sinych plam – widok istnie dramatyczny, później Wam pokażę. Byłam pewna, że nic już z tego nie wyjdzie ;)

Na szczęście po wyschnięciu impregnatu kamień wyglądał pięknie i można było przystąpić do kolejnej tury testów. Ale zacznijmy od początku…

:::

Jak wspomniałam w poprzednim poście, parę tygodni temu wybrałam się do Interstone w poszukiwaniu idealnego materiału na blaty kuchenne. Wyjechałam stamtąd z mnóstwem próbek i oczywistym było, że wykorzystam je do niecnych celów – okazja idealna, by zmierzyć się z tematem słynnych plam na marmurze.

Testy zaczęłam od mniejszych próbek, by w ogóle sprawdzić, czego się można spodziewać. Bez uprzedniej impregnacji, na pojedynczych, niewielkich kwadratach marmuru Calacatta i Bianco Neve przetestowałam kolejno oliwę, wino, truskawki i cytrynę. Przy tym teście badany był krótkotrwały wpływ wspomnianych czynników na marmur – powierzchnię próbki zmywałam niemal natychmiast, tj. po ok. 5-10 sekundach – tzw. szybka interwencja ;)

1_WM1

OLIWA (zwykła i chili)
Wynik:
BRAK ŚLADÓW
-

2_WM1

CZERWONE WINO
Wynik:
BRAK PRZEBARWIEŃ,
LEKKIE ZMATOWIENIE POWIERZCHNI
-

3_WM1

TRUSKAWKI
Wynik:
BRAK PRZEBARWIEŃ,
LEKKIE ZMATOWIENIE POWIERZCHNI
-

4_WM1

CYTRYNA
Wynik:
WYRAŹNE ZMATOWIENIE POWIERZCHNI

_

WNIOSKI

Po pierwszej części testów są następujące – Nie taki diabeł straszny jak go malują. Ewidentnie marmur wchodzi w reakcję z kwasami (w tym wypadku z kwasami owocowymi), jednak efekt tego starcia nie jest tak dramatyczny jak można by się tego spodziewać. Można również podejrzewać, że sporo zależy od rodzaju marmuru – BIAŁY wydaje się, że był bardziej odporny na plamy, Calacatta silniej zareagowała na “atak”. Z drugiej strony jednak miała najcięższego przeciwnika, więc takie wnioski byłyby stanowczo nie dość obiektywne.

Jednak ogólnie, jak na marmur bez impregnacji, zachowywał się całkiem nieźle. Po tym etapie byłam dobrej myśli co do powodzenia kolejnych testów, więc ochoczo do nich przystąpiłam.

:::

Aby przejść do kolejnego etapu testów konieczne było zaimpregnowanie największej z próbek. Postanowiłam ją przedzielić na dwie równe części przy pomocy niebieskiej taśmy i zaimpregnować tylko połowę, by wyraźnie móc zauważyć wpływ impregnatu na kamień. Lewą stronę zaimpregnowałam, a prawą zostawiłam “surową”.
Na ostatnim zdjęciu możecie zobaczyć to, o czym wspominałam na wstępie – kamień tuż po impregnacji zsiniał i był cały w plamy.

5_WM3

Postanowiłam dać mu parę dni na dojście do siebie. Na szczęście gdy po tym czasie wróciłam do tematu, śladu po plamach nie było, a powierzchnia marmuru wyglądała naprawdę pięknie, choć… zauważyłam, że była MOCNO PORYSOWANA. Nie sądzę, by rysy powstały w wyniku nakładania impregnatu, bo robiłam to bardzo miękką szmatką. Raczej podejrzewam, że powstały w transporcie albo jeszcze w hurtowni. W każdym razie to pierwszy niepokojący sygnał i kolejny wniosek:

Marmur to naprawdę miękki materiał i o rysy na jego powierzchni wcale nietrudno.

:::

Pora na test właściwy.
Na Carrarze postanowiłam przetestować ponoć najgorsze marmurowe trouble makery, niektóre sami mi poleciliście – wino, pastę pomidorową, kurkumę, paprykę, oliwę (zwykłą i chili), cytrynę, truskawki.

DSC00201c_WM

Przypominam, że prawa strona kamienia jest saute, natomiast lewa – pokryta impregnatem.

Dla uzyskania bardziej rzetelnego wyniku, postanowiłam potrzymać szkodniki dłużej na kamieniu niż kilkanaście sekund – w sumie około kilku minut. Po tym czasie, starłam wszystko ściereczką na mokro i sucho.

Ciekawi jaki jest efekt tego eksperymentu? Ostrzegam – nienajlepszy. Ale żeby go ujrzeć, mocno musicie wytężyć swój wzrok, gdyż uwierzcie, uchwycenie tych plam aparatem fotograficznym wcale nie jest proste.

6_WM3

EFEKT DLA POWIERZCHNI IMPREGNOWANEJ
-

7_WM3

EFEKT DLA POWIERZCHNI BEZ IMPREGNATU

_

WNIOSKI KOŃCOWE

Na pierwszy rzut oka widać, że dolna część poradziła sobie zdecydowanie gorzej od górnej, bez względu na impregnat. Zwycięzcami plebiscytu na największego pogromcę marmuru zostały kolejno: pasta pomidorowa, cytryna oraz wino (o dziwo, kurkuma i oliwa, które cieszyły się najgorszą sławą wypadły całkiem przyzwoicie). A teraz kilka podsumowujących, dla mnie najcenniejszych spostrzeżeń z całego testu:

  1. Złamanie struktury poleru i silne zmatowienie, bez względu na to, czy kamień był zaimpregnowany czy nie, dały właśnie pasta pomidorowa, cytryna i wino – dramat. Wybierając marmur na blaty najlepiej od razu całkowicie zrezygnować z ich spożywania ;)
  2. Papryka i truskawka pozostawiły “tłustą” wizualnie plamę, jednak bez naruszenia struktury poleru. Podobnie stało się z kurkumą – został efekt plamy oleju z poświatą tęczy, jednak bez naruszenia struktury.
  3. Na oliwach najlepiej można zaobserwować działanie impregnatu – na części zaimpregnowanej nie pozostał po nich nawet ślad, natomiast na części niezaimpregnowanej dały plamę podobną do plamy pozostawionej przez paprykę czy truskawki – nie tak mocna, nie tak widoczna jak w przypadku cytryny czy pasty pomidorowej.
  4. W przypadku użycia impregnatu, truskawka i papryka zostawiły trochę mniej plam niż na części niezaimpregnowanej. Marmur zdecydowanie wolniej reagował na te surowce – w przypadku szybkiego usunięcia szkodnika, najprawdopodobniej nie zostałby żaden ślad.
  5. Pocieszające jest również to, że czynniki barwiące wcale nie tak szybko i łatwo zabarwiają marmur. Oczywiście jestem pewna, że jeśli to czerwone wino, kurkumę, czy np. buraki pozostawimy na jego powierzchni na dłużej, na wiele godzin, to oprócz efektu zmatowienia, “wgryzienia” się w strukturę kamienia, na jego powierzchni zostałby również kolorowy ślad. Ale jednak przy bieżącym, niezwłocznym usuwaniu plam – tych zabarwień nie widać.
  6. Po usunięciu wszystkich produktów próbowałam dodatkowo zaimpregnować całość cytryną oraz oliwą– z nadzieją, że ujednolici koloryt i wywabi wcześniejsze plamy – niestety, płonne to były nadzieje ;) Byłam pewna, że w efekcie cały kawałek marmuru “zmatowi się” jednolicie. Niestety, nic z tych rzeczy – choć cały marmur zmatowiał, poprzednio powstałe plamy stały się jeszcze bardziej matowe, głębsze i  wciąż wyraźnie widoczne.

Na koniec mam jeszcze jedno zdjęcie, które samo w sobie może nie jest za piękne, ale za to najbardziej dramatycznie ukazuje skalę zniszczeń w wyniku oddziaływania kwasów na marmur:

DSC00276_WM

:::

Podsumowując cały test – Carrara w moim odczuciu zdaje się być zbyt wymagająca. Jedynym światełkiem w tunelu jest impregnat i natychmiastowe usuwanie plam. I jednak wydaje mi się, że wybierając marmur warto zainwestować w droższe, bardziej odporne na plamy i zarysowania jego odmiany.

Gdyby ktoś dziś wymagał ode mnie deklaracji, czy zdecyduję się na marmur w kuchni, nie umiałabym odpowiedzieć jednoznacznie. Z jednej strony wynik testu mnie załamał – to naprawdę nie są delikatne plamki jakich się spodziewałam. To wyraźne, wielowymiarowe uszkodzenia powierzchni kamienia widoczne gołym okiem.
Z drugiej strony moja miłość do marmuru jest tak silna, że biję się z myślami i zastanawiam na ile te plamy faktycznie by mi przeszkadzały? Jeśli nie znajdę godnego zamiennika (o czym w kolejnym odcinku serii), to może się okazać, że zdecyduję się na niego mimo wszystkich ryzyk i niedogodności.

A jakie są Twoje doświadczenia z marmurem? Opowiedz proszę. Każda opinia w tym wypadku na wagę złota, bo decyzja naprawdę nie jest prosta.

mz2_thumb1


12345...1020...